piątek, 31 października 2008
Galapagos dzien piaty
Dzien piaty. Pobudka przed piata. Jeszcze po ciemku sniadanie, pozegnanie z zaloga i poplynelismy do Puerto Ayora. Tam z nowym przewodnikiem podjechalismy kilometr od miasta do Darwins Centre podziwiac wielkie ladowe zolwie. Robia wrazenie, sa wieksze od czlowieka, waza do 250kg. Lapy wystajace ze skorupy sa grubosci mojego uda. Sedziwym wzrokiem lypia na turystow. Taki zolw to rzeczywiscie niezwykle zwierze jakiego nie mozna zobaczyc w normalnym zoo. Martinez stukal je w skorupe, ale nie chcialy go gonic... Byla 7 rano, zajechalismy na pace samochodu na lokalny dworzec autobusowy. Musielismy przejechac droga ladowa z poludnia wyspy Santa Cruz, gdzie znajduje sie Porte Ayora na polnocny brzeg gdzie znajduje sie lotnisko. Roslinnosc przy brzegu na wyspach jest karlowata, sucha wypalona. Tak bylo i na wyspie Santa Cruz. Totez wielkie bylo nasze zdziwienie, ze im wyzej wjezdzal nasz autobus tym bardziej zmienialo sie otoczenie. Na wyzynie posrodku wyspy panuje prawie tropikalna dzungla. Wysokie drzewa, bujna zielona, soczysta roslinnosc, mech porastajacy kamienie, pobocza drog, drzewa. Duza wilgotnosc i o tej porze dnia wszystko spowite bylo gesta mgla. Zupelnie jakbysmy przeniesli sie w inne miejsce. A pol godziny pozniej zaczelismy znow zjezdzac w dol po drugiej stronie wyspy i znow otoczenie zrobilo sie suche, roslinnosc wypalona, kolory zolto brazowe. I to juz koniec Galapagos, wyspy sa naprawde niezwykle i warte zobaczenia, wszystkim rybkom, zwlaszcza pomorskim, ktore przyczynily sie do ich zobaczenia bardzo dziekujemy :-) Na mikroskopijnym lotnisku skladajacym sie z jednego budynku niestety klopoty. Odprawilismy sie a chwile potem okazalo sie, ze samolot z Guayaquil nie wylecial. Czeka nas conajmniej 2 godzinne opoznienie. A mielismy zamiar po przylocie pojechac do miasta na ceviche de cammarones. Teraz nawet nie wiemy czy sie wyrobimy na nastepny samolot do Limy :-( Wszystko sie dobrze skonczylo, reroutowali samolot zeby sie nie zatrzymywal po drodze tylko lecial bezposrednio do Quito, przyczepili nam wywieszki priority i zdazylismy. W Quito wysokosc znowu uderzyla nam do glow, chodzilismy jak pijani. A 2 godziny pozniej zblizalismy sie do ladowania nad Lima. Miasto z lotu ptaka wydawalo sie ogromne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz