niedziela, 26 października 2008
Juz blisko
Nasz autobus KL753 zrobil kolejny przystanek w Guayaquil. Bylo juz jasno, okolo 6rano. Samolot toczyl sie po plycie lotniskowej i naraz konsternacja. Przy hangarze stal taki sam samolot KLM jak nasz. Jak to mozliwe skoro mamy tylko jedno polaczenie do Ekwadoru? Martinez zaczal sypac domyslami. I o dziwo sie nie pomylil. Poszedl oczywiscie do stewardesy zeby utwierdzic sie w swoich przypuszczeniach. Samolot popsul sie poprzedniego dnia i mial silnik do wymiany. Poniewaz nowy nie zmiescil sie do naszego MD11, nastepnego dnia mial przyleciec jumbo 747 i przywiezc nowy silnik. A mnie gardlo nadal boli jak cholera :-( Mijala 14 godzina naszego pobytu w tym samym samolocie i 22 godzina podrozy odkad wylecielismy z Warszawy. W samolocie pojawila sie lokalna ekipa sprzatajaca, kobiety korpulentne z metra ciete o wspanialych rysach indianskich. Za chwile lecimy dalej do naszej finalnej destynacji - Quito.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz