niedziela, 26 października 2008
quito
Dotarlismy w koncu do Quito. Lotnisko znajduje sie w samym sercu miasta. Jeden krotki pas startowy a wokol domki. W oddali duze gory. Taksowka z lotniska do hotelu Grand Mercure kosztowala 5$ od lebka. Tak wogole dowiedzielismy sie ze oficjalna waluta w Ekwadorze jest dolar amerykanski. Jakosc hotelu nas zaskoczyla. 5 gwiazdek, apartament z dwoma pokojami. Zjawilismy sie przed dziesiata i nasz pokoj nie byl jeszcze gotowy. Pani zaproponowala nam soczek, dala mapki, powiedziala co warto zwiedzic, gdzie jesc. Zupelnie jak nie we francuskiej firmie :-) Po dziesiatej zjawila sie w hotelu Pani Halina - wlascicielka lokalnego biura podrozy i hotelu. Przekazala nam vouchery na rejs i bilety lotnicze na Galapagos. Kilka cennych porad i juz wiedzielismy ze musimy kupic krem z filtrem 50tka na wyspy. Co wiecej w pharmacie, ktora wygladala jak kiosk ruchu kupilismy rowniez pastylki i antybiotyk na gardlo. Bez recepty, nikt tego nie wymaga. Ten antybiotyk moze byc moim jedynym ratunkiem teraz bo nadal czuje sie fatalnie. Wzielismy taksowke zeby dojechac do starego miasta. Koszt przejazdki po miescie to 2-3$. I naprawde warto korzystac z taksowek poniewaz stolica Ekwadoru polozona jest na wzgorzach i duzo jest ostrego wspinania. Nalezy dodac do tego fakt, ze Quito lezy na 2800m npm i nowo przyjezdni turysci maja klopoty z oddychaniem. Stare miasto w Quito jako pierwsze na swiecie zostalo dodane na liste swiatowego dziedzictwa kulturowego. Tutejsza starowka jest uznawana za najpiekniejsza w Ameryce Poludniowej. Pojechalismy na Plaza Grande a potem na Plaza San Francisco. Chodzilismy troche po starowce ale niestety nie czulem sie dobrze, wiec poszlismy na szybki obiad i wrocilismy do hotelu. Herbatka, lekarstwa i spac. Kolejnego dnia musielismy wstac o 5 rano zeby zdazyc na samolot na Galapagos.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz