poniedziałek, 3 listopada 2008
Dziwne rysunki
Droga z Nazca do Arequipa wiedzie przez kosmiczne krajobrazy. Z jednej strony ocean, z drugiej wysokie, pokryte mgla gory. Wszystko jalowe, bez drzew, skaliste, piaszczyste. Pustkowie totalne. Przynajmniej przez pierwsze 3 godziny jak jedziemy. Ale powoli sie sciemnia i wiecej juz nie zobaczymy z okien naszego autokaru. Mijalismy miejscowosc widmo, w ktorej nie bylo ani jednej zywej duszy, zreszta nawet te miejscowosci zamieszkane sa przygnebiajace. Parterowa zabudowa, kwadratowe budyneczki z wystajacymi kikutami zbrojenia na dachach, bardziej to wszystko przypomina jakas ruine niz skonczone budowle. Jesli jakas fasada jest wykonczona to tylko ta frontowa od ulicy, wtedy wymalowana jest w jakies zywe kolory. Duzo lokalnych knajpek, sklepikow z mydlem i powidlem, ludzie siedza przed budynkami i wpatruja sie w ulice. Kazde miasteczko jest podobne do siebie. Nawet Nazca w ktorej dzis spalismy niewiele sie roznila. Byla co prawda wieksza, glowna ulica, a na niej duzo restauracji i biur podrozy pod potrzeby turystow. Fasada budynku wcale nie musi swiadczyc o tym co jest we wnetrzu. Za wyglad naszego miejsca noclegu z zewnatrz nie dalbym zlamanego dolara, po wejsciu do wnetrza okazalo sie, ze kryje piekny dziedziniec z ogrodem i basenem. Pozory myla. Nazca zyje z turystow i lotow awionetkami nad plaskowyzem Nazca. My tez wykupilismy taki 30 minutowy przelot Cessna. Oprocz pilota bylo nas 5 pasazerow. Martinez chwalil sie pilotowi, ze tez pracujemy w liniach lotniczych jakby mialo to cos zmienic, ale nie zrobilo to na nim najmniejszego wrazenia. Najwieksza fascynacje u turystow przybywajacych na plaskowyz Nazca, robia figury przedstawiajace zwierzece i roslinne ksztalty, ktorych jest kilkanascie, ale tak naprawde na plaskowyzu jest tysiace dziwnych znakow i rysunkow. Nikt nie zna pochodzenia tych tajemniczych rysunkow. Do mnie osobiscie najbardziej przemawia wersja, ze rysunki sa wynikiem halucynacji miejscowych szamanow po zazyciu odpowiednich srodkow wspomagajacych kolorowe wizje :-) Widzielismy wiec z samolotu rysunki Astronauty, Malpy, Psa, Kondora, Pajaka, Kolibra, Drzewa, Rak, Papugi i Flaminga i wiele innych niezrozumialych linii i figur. Robilismy zdjecia i postaramy sie wszystko rozszyfrowac po powrocie do domu, w dlugie jesienne wieczory :-) Trzeba przyznac, ze te wizerunki zrobione przed wiekami i widoczne tylko z powietrza daja wiele do myslenia. W samym Nazca niewiele jest robienia. W zasadzie to prawde mowiac nic. Powalesalismy sie po miasteczku, po lokalnych bazarach i uliczkach. Zjedlismy obowiazkowo kurczaka. Dla peruwianczykow kurczaki to glowne zrodlo pozywienia, oprocz swinek morskich rzecz jasna. Jeszcze nie probowalismy tego malego gryzonia. Martinez wspomina swoja swinke z dziecinstwa o imieniu Pinokio i jakos przez wzglad na wspomnienia nie mamy na razie odwagi ;-) Co chwila widac kurczakarnie w miescie. Porcje podaja gigantyczne, kawalki kurczaka sa w panierce podobnej do tej z KFC. A do picia obowiazkowo kazdy kupuje Inca Cola. Ten napoj to nic innego jak nasza polska oranzada landrynkowa sprzed lat. Wlasnie podano catering w naszym autokarze, jakas wolowina z ryzem, warzywa i kisiel. Do picia coca cola. Za oknami juz ciemna noc a przed nami jeszcze 6 godzin drogi. Czy dzis jechal moze Kubica? Jesli tak, to zaluje ze nie moglem tego obejrzec...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz