niedziela, 9 listopada 2008

Stara gora

Dotarlismy do Machu Picchu pueblo czyli Aguas Calientes po 22 wieczorem. Pociag wjezdza na malutka stacje, ktora obudowana jest ciasno budynkami z obu stron, wyglada to jak tunel. Miasteczko jest malutkie, umieszczone miedzy wzgorzami jak w studni. Budynki sa nackane wszedzie, jeden na drugim, same hostele, restauracje, bary i kafejki internetowe Wszystko na kupie wokol malego placyku z duza postacia wojownika inkaskiego. Poniewaz nie mielismy potwierdzenia noclegu wymoglismy w Cuzco zeby ktos na nas czekal. I rzeczywiscie stal gosc z naszym imieniem. Zglosilismy sie do niego a on nas podprowadzil 15 metrow wzdluz szyn i tam juz byl nasz hostel. Transfer wprost VIPowski. Traflilibysmy z zamknietymi oczami sami. Rano pobudka o 4:30, sniadanie o 5tej. Poszlismy kupic bilety na Machu Picchu w kasie w srodku miasteczka. Pisalem juz o cenach wstepu w Peru. Do warowni w Ollantaytambo bilet kosztowal 40soli (40zlotych) ale wszystko przebija Machu Picchu - wstep kosztuje 122sole! Do tego trzeba wjechac busikiem za 14$ round trip. A dojazd z Cuzco pociagiem do Aguas Calientes kosztuje w zaleznosci od rodzaju pociagu najtaniej jakies 80$ Bardzo droga impreza. W lonely planet opisuja alternatywne opcje dostania sie na gore bez placenia pieniedzy, ale trzeba na to przeznaczyc conajmniej dzien, przebijac sie jakimis bocznymi drogami a ostatni odcinek pokonac wspinajac sie przez dzungle i unikajac straznikow. Tylko dla hardcoreowcow i wykreconych ludzi. Komu sie chce wspinac np. za darmo z wioski na gore kilka kilometrow jesli mozna wjechac busem za 7$? W kazdym badz razie kiedy dotarlismy do przystanku autobusowego na gore a byla 5:30 to stalo tam juz w rzadku okolo 300osob. Wszyscy wybrali ta opcje co my, czyli nocleg w miescie i raniutko wjazd na Machu Picchu. Najpopularniejsza jednak forma odwiedzenia tego miejsca jest jednodniowa wycieczka pociagiem z Cuzco. Okolo 11 rano zwalaja sie wtedy na ruiny istne hordy turystow, robi sie zgielk i harmider. Coz mam napisac o Starej Gorze jak nazywaja Machu Picchu Indianie? To jedno z najbardziej rozreklamowanych miejsc na swiecie. To frazes, ale to jest tak niezwykle miejsce, ze trzeba je zobaczyc samemu. Jest dokladnie takie jak na pocztowkach. Cudowne, zielone, polozone na szczycie gory jak gniazdo jastrzebia. Nad twierdza goruje z jednej strony Waynapicchu - to ta gora najczesciej widoczna na zdjeciach, natomiast z drugiej strony jest szczyt Machupicchu. Twierdza zachowana jest w doskonalym stanie, budynki maja sciany i sklepienia dachow. Brakuje im oczywiscie oryginalnego pokrycia strzecha. Machu Piccu polozone jest na wysokosci 2433metrow i otoczone dzungla. Odkryte zostalo dopiero w 1911roku. Nigdy nie zostalo odnalezione przez konkwistadorow, dzieki czemu mialo szanse przetrwac do dzisiejszych czasow. Zobaczyc Machu Picchu to bylo nasze marzenie i nie zawiedlismy sie ani troche. To miejsce poraza swoja niezwykloscia i uroda. Jest po prostu genialne i cudowne. Przeszlismy je wzdluz i wszerz w cztery godziny a potem polozylismy sie w cieniu kamiennych murow i lezelismy tam obcujac z historia. Pogode mielismy jak na zamowienie, o swicie bezchmurne blekitne niebo, po poludniu chmury i mgly otulily sasiednie szczyty. Slonce grzalo nonstop. Machu Picchu to wisienka na torcie zabytkow Peru jakby powiedzieli Amerykanie. Ciesze sie, ze dane nam bylo zobaczyc kolejny cud swiata. Zjechalismy do miasteczka i zgodnie z obietnica po obiedzie czekalismy az ktos dostarczy bilety na pociag do naszego hostelu. Nikt sie nie zjawial, musielismy zadzwonic do Cuzco, w koncu ktos je przyniosl i zostawil na recepcji. Patrzymy a 1 bilet jest na 17ta do Cuzco zgodnie z obietnica, ale pozostale 2 sa do Ollantaytambo i na 18ta?! No to nas szlag trafil. Biuro podrozy wystawilo nas do wiatru. Od poczatku cos krecili, nie dali nam biletow i ciagle nas zwodzili a na koniec nas oszukali i zostawili na lodzie. Nie dosc ze przeplacilismy za bilety kupujac je przez biuro to jeszcze nie kupili nam tego za co zaplacilismy. Dla przestrogi biuro nazywa sie Mely Tours Adventure z Cuzco i sa to kompletni zlodzieje. Co smutniejsze jest to podwykonawca biura Nativos z Arequipy, ktore zostalo nam polecone przez touroperatorow w Polsce. Tylko dlatego tam poszlismy a nie organizowalismy tego sami. Jak widac Nativos z Arequipy to nierzetelne biuro i nalezy je unikac. Jaki byl final sprawy? Ano glupi ma szczescie albo jak kto woli Boska opatrznosc nad nami czuwa :-) Po rozmowie z babka z biura Mely, ktora umyla rece, pobieglismy na dworzec w Aguas Calientes i dopchalismy sie do okienka. Mowimy jaka jest sprawa, ze mamy 2 bilety wystawione na zla destynacje i godzine i chcemy zmienic. Facet cos wyliczyl na kalkulatorze i mowi ze za 19$ moze zmienic bilet. Gotowi bylismy go calowac po rekach, zwlaszcza jak wyswietlil mape wolnych miejsc na 17ta do Cuzco i okazalo sie ze zostaly doslownie 2 wolne miejsca. Prawdopodobnie ze zwrotow. Bog Wirakocza nam sprzyja :-) Jedziemy wiec spowrotem do Cuzco wszyscy razem. A tych skurwysynow z biur Nativos i Mely bym chetnie wystrzelal. Po poludniu w miescie lunal deszcz, male oberwanie chmury. My na szczescie wtedy juz popijalismy sobie kawe w kawiarni. Tfu, tfu ale od poczatku wyprawy pogoda jest z nami, dzisiaj znow sie spalilismy na sloncu. Nie wypadalo sie rozbierac w swietym dla Inkow miejscu, choc warunki do tego byly wysmienite. Machu Picchu to byl nasz finalny gwozdz programu podczas zwiedzania Peru. Zostaly nam juz tylko dwa noclegi w Cuzco i Limie i wracamy do jesiennej szarzyzny w Polsce. Pociag z MP do Cuzco to porazka - 4,5h w niewygodnym wagonie typu backpackers. A to zaledwie odleglosc 110km. Lepiej jechac do Ollantaytambo i dalej wracac autobusami, bedzie szybciej i taniej. Mozna tez wysiasc 25km przed Cuzco i za 6soli minibusem dostac sie do centrum Cuzco. Pociag potrzebuje na ten odcinek jeszcze godzine! Tak wiec jestesmy znowu w Cuzco, pogoda piekna o poranku, Justyne dopadl jakis wirus i sie kiepsko czuje :-(

Brak komentarzy: