piątek, 18 września 2009

ze Skagway do Yukon

Kiedy rano obudzilismy sie w Skagway i wyjrzelismy przez balkon naszym oczom ukazala sie w odleglosci kilkudziesieciu metrow skalna sciana dwa razy wyzsza niz statek. wymalowana jest prostokatnymi znakami z nazwami statkow i ich kapitanow, ktorzy zawitali do tego portu. siapil deszczyk ale zbytnio nas to nie zdziwilo. Do miasteczka z portu jest okolo pol kilometra elegancko utrzymanym deptakiem. Skagway jest po prostu urocze, wyglada jak zywcem wyjete z konca IX wieku. Sklada sie z kilku przecznic przy ktorych stoja parterowe, drewniane, kolorowe domy. Same sklepy, w tym wiekszosc z bizuteria, pamiatki, bary, muzeum i stacja kolejowa white Pass & Yukon. No i dwie wypozyczalnie samochodow. w porcie staly dzis cztery wielkie statki wycieczkowe, kiedy wszyscy pasazerowie wysypali sie z pokladow i rozbiegli po miescie zaczelo to przypominac mrowisko. No i zabraklo samochodow w Avisie. Na szczescie w innym punkcie cos dostalismy. To cos to 11-letni chevrolet Lumina. Siedzenie kierowcy przypominalo stary wysluzony fotel, w ktorym mozna bylo sie zapasc. Ale najwazniejsze, ze jezdzil. Droga do przeleczy White Pass wil sie kreta droga w gore. Im wyzej tym mgla robila sie coraz gestsza az w koncu jechalismy 20km na godzine i widocznosc spadla do okolo 15metrow. Niestety nie zobaczylismy nic z przeleczy na wysokosci 2tysiecy metrow z powodu mggly, ale jak tylko minelismy granice kanadyjska, pogoda gwaltownie zaczela sie poprawiac. Mgla ustapila, chmury rozwialo i zaswiecilo slonce. I moglismy w pelnej krasie podziwiac kraine Yukon. Wzdluz drogi od granicy az do miejscowosci Carcross ciagna sie gorskie jeziora o charakterystycznym mleczno niebieskim metnym kolorze. Piekne jest jezioro Emerald Lake, jak sama nazwa wskazuje ma kolor szmaragdowy. Bylismy tez na malej pustyni, ktora powstala po odejciu lodowca. Widoki Yukonu przypominalay nam troche park narodowy Torres del Paine w argentynie, tyle ze w Kanadzie jest bogatsza flora, sciany gor pokryte sa wysokimi, strzelistymi sosnami, ktore przeplataja sie z bijacymi po oczach zolcia drzewami lisciastymi. Po stronie kanadyjskiej spedzilismy kilka godzin, poczym wracajac do Skagway jak za dotknieciem rozdzki po przekroczeniu granicy, slonce zniknelo i pojawil sie deszcz oraz mgla. Na przeleczy oczywiscie znowu nic nie bylo widac. W miasteczku troche sie uspokoilo, wiekszosc turystow zdazyla juz wrocic na statki albo pojechala na jakies wycieczki poza miasto. Nigdzie nie znalezlismy wifi, wiec nadal nici z maili i bloga.Telefon tez nie dziala wiec poki co jestesmy odcieci od swiata. jutro stolica Alaski - Juneau a na statku kolejny galowy wieczor.

Brak komentarzy: