piątek, 18 września 2009

Glacier Bay

Wreszcie poczulismy, ze jestesmy na wodzie. Od poludnia statek plynie szybko w strone Glacier Bay i majestatycznie sie kolysze. A my plawimy sie w luksusach i spedzamy kulturalnie czas. Wieczorem poszlismy na wystep jakiegos komika, taki typowy amerykanski show, gdzie gosc wychodzi na scene ze szklanka wody i przez godzine opowiada dowcipy. Rozumielismy co piaty dowcip, z ktorych co dziesiaty byl smieszny. Ale drink byl niezly. A potem hit wieczoru, musical w teatrze. Dawno tak sie towarzysko nie udzielalem, choc dla Martineza to chleb codzienny. Nawet on stwierdzil ze przedstawienie bylo pierwsza klasa. Przynajmniej moglem sobie popatrzec na szczuple, zgrabne, ladne tancerki bo takich widokow na codzien wsrod turystek sie nie uswiadczy. Dominuje tradycyjny amerykanski model sylwetki, czyli brzuch wylewajacy sie zza paska ustawionego na ostatnia dziurke, szerokie tylki xxl i kaczy chod. Zreszta przy tym jedzeniu na Coral Princess sami bedziemy niedlugo wygladac podobnie. Jedzenie reprezentuje kuchnie calego swiata, jest pyszne i jest go mnostwo. Dzis byl formal dinner, jeden z dwoch na rejsie, ale zignorowalismy go. Za to polowa rejsu chodzi we frakach i garniturach, panie w szykownych atlasowych sukniach, w koliach i brylantach. Zaloga tez nad wyraz elegancka. Przez chwile powialo high lifem. Ale zobaczylismy tez gosci dla ktorych synonimem elegancji jest czysty t-shirt lub koszula flanelowa wiec sie uspokoilismy i raczej pieniadze przeznaczone na wypozyczenie frakow przeznaczymy na cos bardziej pozytecznego.
Rankiem 16wrzesnia wplynelismy do Zatoki Lodowcow - Glacier Bay. Przy jej ujsciu dolaczylo do nas troje rangerow z miejscowego parku narodowego, ktorzy przez caly dzien opowiadali o okolicy i lodowcach. Byly to trzy kobiety. W rozmowie z jedna z nich dowiedzielismy sie, ze jej sasiedzi to Polacy. Biorac pod uwage, ze mieszka w wiosce niedostepnej droga ladowa, liczacej 200mieszkancow, znajdujacej sie na koncu swiata to mozna powiedziec, ze Polacy sa wszedzie. W zatoce znajduje sie okolo 15lodowcow splywajacych z gor w kierunku wody. Teren ten jest o tyle niezwykly, ze jest to jedno z nielicznych miejsc na swiecie gdzie lodowce sie nie tylko cofaja ale rowniez powiekszaja. Apogeum swoich mozliwosci osiagniety zostal w 1750roku podczas tzw. Malej epoki lodowcowej. Wtedy to nie istniala zatoka z woda lecz dolina wypelniona lodem. Z biegiem czasu w ciagu 250lat lodowiec cofnal sie o prawie 100km w glab tworzac zatoke. Pogoda nam nie dopisala o poranku. Wszystko bylo spowite mgla i padal deszcz. Mijalismy gory w odleglosci kilkuset metrow ale wszystko bylo w odcieniach szarosci. Pogoda na Alasce zmienia sie z minuty na minute jak w gorach. Okolo poludnia troche sie przejasnilo, akurat jak doplynelismy do Margerie Glacier. Widzielismy z Martinezem juz niejeden lodowiec i Perito Moreno w Argentynie i Franz Joseph w Nowej Zelandii ale nadal robi to niesamowite wrazenie. Zwlaszcza widziane od strony wody. Kolejny duzy lodowiec do ktorego doplynelismy to John Hopkins Glacier. Cala okolica wyglada jakby zywcem przeniesiona sprzed kilkuset lat. Surowa, zimna, niedostepna Na szczescie cywilizacja tu nigdy nie dotarla. Najblizsze wieksze miasteczko, do ktorego jutro doplyniemy, to Skagway oddalone o okolo 200km. Podczas sniadania poznalismy druga Polke wsrod zalogi na statku, Marysie z Bytomia. Sympatyczna dziewczyna, ktora opowiadala m.in o tym ze to jej 4 kontrakt na statk i plynela np. rejsem dookola swiata, ktory trwal 107dni. My nadal plawimy sie w luksusach. Jedzenie jest niesamowite. Wsrod ryb dominuje halibut i losos na dziesiatki sposobow. Sa krewetki i kraby, sushi, szparagi, grillowane warzywa na zimno, steki, chinszczyzna i corned beef. Kazdy znajdzie cos dla siebie. Przy takiej pogodzie jak dzis, nie bylo innej opcji jak co chwila nie zejsc z mokrego pokladu, czegos nie zjesc i nie napic sie kawy z koniakiem. Liczymy na lepsza pogode jutro, bo jak wspomnialem doplywamy do Skagway i schodzimy po 2 dniach zeglugi na lad. Mamy zamiar wypozyczyc samochod i wjechac na przelecz White Pass.

Brak komentarzy: