sobota, 26 września 2009

Lac Louise i zjazd do Banff

Niektorzy moga byc z nas dumni bo bylismy dzis aktywni ruchowo jak
nigdy wczesniej. Opuscilismy Jasper wczesnie rano i ruszylismy w droge
do Banff. Zatrzymalismy sie przy wodospadzie Sunwapta ale bylo
potwornie zimno. Rece nam zgrabialy. Ale na szczescie im slonce wyzej
sie wznosilo, tym cieplej sie robilo. Droga do Banff wiedzie tzw.
Icefields Parkway czyli szosa wijaca sie w dolinie wsrod gor pokrytych
lodowcami. Jezyki lodu splywajace w dol do doliny to czesc lodowca
Columbia. Organizowane sa nawet wycieczki specjalnym autobusem ze
specjalnymi oponami, ktory wjezdza na taki lodowiec. A w poludnie
dojechalismy do Lake Louise, jeziora okreslanego jako perly w parku
narodowym Banff. Rzeczywiscie mozna powiedziec ze jest sliczne. Woda
jest niesamowicie blekitna, ale nie przezroczysta tylko mleczna.
Goruja nad jeziorem dwie wysokie zadrzewione gory a miedzy nimi
trzecia glowna, skalista pokryta lodowcem. Nad to jeziora sciagaja
setki turystow i klebil sie tam niezly tlumek jak przybilismy.
Porwalismy sie na wycieczke w gory i przez 2 godziny wspinalismy sie w
gore zeby dotrzec do tzw. Mirror lake. Okazalo sie to malym stawem
wysoko w gorach z gorujacym nad nim skalistym wzgorzem. Ale to nie byl
koniec aktywnosci na dzisiejszy dzien. Kolejnym jeziorem wysoko w
gorach, do ktorego dojechalismy bylo Mordine Lake. Wynajelismy tam
canoe i przez godzinke przeplynelismy je w obie strony. A po poludniu
bylismy juz w miasteczku Banff, gorskim kurorcie turystycznym z
deptakiem pelnym dobrych knajp, ekskluzywnych hoteli i sklepow z
pamiatkami. Miasteczko zalozono w 1885roku. Jest ladne, kolorowe,
cukierkowe i strasznie skomercjalizowane. W poszukiwaniu miejsca na
nocleg w ktoryms z kolejnych hoteli trafilismy na recepcjonistke
mowiaca ze znajomym akcentem. Po wymianie znaczacych usmiechow
przeszlismy na jezyk polski. Joasia jest spod Krakowa i przyjechala do
Kanady 2 lata temu nie znajac nawet jezyka. Mowi, ze w tej czesci
Kanady nikt nie slyszal o swiatowym kryzysie, co zreszta widac na
ulicach miasteczka tetniacego zyciem. Dostalismy oczywiscie dobry deal
na nocleg ;-)
Nie moge sie powstrzymac, zeby nie wspomniec o jednej reklamie jaka
przed chwila widzialem w kanadyjskiej tv. To reklama knorra, mala
solniczka stoi na stole kiedy pani domu przynosi ze sklepu nowe
mrozone danie knorra, ktore zawiera 25% mniej sodu. Nikt juz nie
potrzebuje solic. Mala solniczka wychodzi z domu nikomu niepotrzebna,
wieje wiatr, jest ciemno, pusta alejka, solniczka jest samotna,
zaczyna padac deszcz, z dziurek solniczki imitujacych oczy wyplywaja
strumienie lez. Wzruszajacy slodziak z tej solniczki :-) na kolacje
urodzinowa mielismy dzis nachos z serem, pysznego steka i pilismy piwo
ze sloikow. Apropos jedzenia to na plastykowej folii parowek, ktore na
sniadanie jedlismy gdzies nad rzeka po drodze do Banff, napisane bylo
- peel before you eat. Czy naprawde sa ludzie w Ameryce, ktorzy jedza
parowki z folia i nie czuja ze cos jest nie tak i trzeba im to
napisac? Nadal jest u nas cieplo, w dzien bylo 24stopni i swiecilo
nonstop slonce. Niezle sie opalilismy na kajakach. Jutro chyba zrobimy
sobie jakis wolniejszy dzien, w koncu jestesmy na wakacjach i
wypadaloby wypoczac przed powrotem do Polski. Wszystkim w kraju
zyczymy udanego weekendu.

Brak komentarzy: